Ziemia Obiecana – jak ją rozumieć?

Wyjaśnienie, dlaczego „Ziemia Obiecana” nie jest już dzisiaj traktowana jako konkretny kawałek ziemi na mapie, lecz jako symbol duchowej rzeczywistości (Nieba), wymaga spojrzenia na historię zbawienia jako na proces stopniowego objawiania się Bożego planu.

Ziemia Obiecana jako „cień przyszłych dóbr”

W Starym Testamencie ziemia Kanaan była dla Izraelitów realną obietnicą – miejscem wytchnienia od niewoli egipskiej i trudów wędrówki przez pustynię. Jednak Nowy Testament wskazuje, że te starotestamentowe wydarzenia były jedynie „cieniem przyszłych dóbr” (List do Hebrajczyków 10,1).

Omówmy to szczegółowiej:

Ziemia Kanaan była bez wątpienia realną obietnicą dla Hebrajczyków opuszczających Egipt. Była wybawieniem z niewoli, końcem wędrówki, miejscem odpoczynku. Jednak tę historię, jak i cały Stary Testament, należy czytać w świetle Nowego Testamentu. W tym temacie należy w sposób szczególny przyjrzeć się Listowi do Hebrajczyków, który porusza tę kwestię. Otóż stara się on wyjaśnić, że ziemia obiecana nie była jeszcze celem ostatecznym. Stąd w pewnym momencie stawia pytanie: skoro lud wszedł do ziemi pod wodzą Jozuego, to dlaczego Bóg później wciąż mówi o innym „dniu odpoczynku”? I pada tam zdanie: „Gdyby bowiem Jozue wprowadził ich do odpoczynku, nie mówiłby Bóg później o innym dniu” (Hbr 4,8). Dlatego w innym miejscu stwierdza, że ziemia obiecana i to wszystko, o czym czytamy w Pięcioksięgu, stanowi „cień przyszłych dóbr, a nie sam obraz rzeczy…” (Hbr 10,1).

Bogu przecież nawet w Starym Testamencie nie chodziło tylko o zapewnienie wolności politycznej czy terytorialnej dla narodu, z którym zawarł przymierze. Bóg pragnie przede wszystkim, aby ludzkie serce było wolne od zła, aby człowiek był zbawiony i mógł wejść do miejsca wiecznego odpoczynku – nieba, które jest prawdziwą ziemią obiecaną. Ta, o której czytamy w ST, jest tylko jej zapowiedzią. Używając obrazu, „ziemię obiecaną” można przyrównać do cienia budynku, do którego człowiek jest przeznaczony do zamieszkania. Budynku jeszcze nie widzi, ale dostrzega jego cień, który daje mu pewne wyobrażenie i przekonuje, że budynek istnieje.

A zatem obietnica i wejście Izraelitów do ziemi obiecanej były jedynie pewnym etapem w HISTORII ZBAWIENIA, zapowiedzią wiecznego odpoczynku, który zostanie przez Boga przygotowany, a o którym mówi Księga Apokalipsy, stwierdzając, że po ponownym przyjściu Chrystusa Bóg stworzy „nowe niebo i nową ziemię” (Ap 21,1; także Flp 3,20). Dlatego z chrześcijańskiego punktu widzenia obietnica dana Izraelowi nie zostaje unieważniona — ale jest rozumiana jako zapowiedź nieba. Jej rozumienie zostaje zatem pogłębione i przeniesione z poziomu doczesnej rzeczywistości na poziom życia z Bogiem w niebie.

I dlatego ktoś, kto nie czyta ST w perspektywie NT i wyjaśnień zawartych w Liście do Hebrajczyków, będzie błędnie przypisywał ziemi Kanaanu status politycznej własności Żydów nadanej bezpośrednio przez Boga. W obecnym świecie argument religijny nie może być argumentem politycznym. Od regulowania spraw własności są ustanowione prawa międzynarodowe, które – niezależnie od przekonań religijnych – starają się w sposób sprawiedliwy chronić dobra poszczególnych jednostek czy społeczności. Stąd tekst Starego Testamentu w żadnym wypadku nie może stanowić para-dokumentu własności wobec jakiegokolwiek terenu, gdyż autorzy Pisma Świętego nigdy nie stawiali sobie takiego celu i nie może być ono odczytywane w takim kluczu.

o. Jakub Waszkowiak OFM

Zostaw odpowiedź

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.